Jedna platforma już nie wystarcza. Jak pokazuje rozmowa Emily Jensen z Avrielle Cortes z Sol de Janeiro, marki beauty wchodzą w etap większej fragmentacji kanałów i bardziej świadomego podejścia do twórców.
Avrielle Cortes, która od dekady pracuje w social mediach, obserwuje wyraźny zwrot. Jeszcze niedawno strategia wielu marek sprowadzała się do jednego celu: zaistnieć na TikToku. Dziś ten etap jest już za nami.
Zamiast monokultury jednej platformy mamy rozproszenie. Marki beauty działają równolegle na TikToku, Instagramie i YouTubie, dopasowując treści do różnych odbiorców i formatów. Jak podkreśla Cortes, to zmiana na plus, bo daje większą elastyczność i więcej punktów styku z konsumentem.
W tym modelu przestaje liczyć się wyłącznie liczba obserwujących. Treści coraz częściej trafiają do użytkowników spoza społeczności twórcy dzięki algorytmom i rekomendacjom. Dla marek beauty oznacza to jedno: równie ważni jak followersi są non-followers. To oni często decydują o realnym zasięgu kampanii i jej potencjale wiralowym. Kluczowe staje się więc precyzyjne określenie grupy docelowej i zrozumienie, co faktycznie ją angażuje.
Cortes zwraca uwagę na jakość współpracy z twórcami. Jej zdaniem punktem wyjścia powinien być jasno określony cel kampanii. Twórcy powinni pytać o to, jak marka definiuje sukces, według jakich wskaźników go mierzy i jak wygląda proces akceptacji treści. Brak konkretnego celu to sygnał ostrzegawczy. Jedna kampania nie jest w stanie jednocześnie budować świadomości, sprzedawać i edukować.
Zmienia się także podejście do danych. Oprócz klasycznych wskaźników, takich jak wyświetlenia czy engagement rate, coraz większe znaczenie mają jakościowe sygnały zaangażowania. W beauty szczególnie ważne są udostępnienia i zapisy. Pokazują, że treść nie tylko przyciągnęła uwagę, ale została uznana za wartościową. Liczy się też jakość komentarzy, czyli to, czy wokół treści powstaje realna rozmowa, a nie tylko reakcje emoji.

Jedna z najważniejszych wskazówek Cortes dla twórców to specjalizacja. W dzisiejszym krajobrazie social mediów wygrywają ci, którzy są konkretni. Zamiast szerokiej kategorii beauty lepiej postawić na wyraźną niszę. Może to być np. pielęgnacja ciała, perfumy czy konkretna grupa odbiorców. Taka strategia ułatwia budowanie rozpoznawalności i lojalnej społeczności.
Cortes podkreśla też, że powtarzalność nie jest błędem. Jeśli dany format działa, warto go kontynuować. W beauty to szczególnie widoczne. Użytkownicy chętnie wracają do sprawdzonych schematów, takich jak ulubieńcy miesiąca, porównania zapachów czy testy produktów. To buduje przewidywalność i wzmacnia relację z odbiorcą.
Na końcu jest forma. Treści powinny przede wszystkim przyciągać uwagę. Cortes mówi o modelu edutainment, czyli połączeniu rozrywki z edukacją. W praktyce oznacza to, że nawet komunikacja kosmetyczna musi być angażująca i lekka w odbiorze. W świecie niekończącego się scrollowania wygrywają treści, które potrafią zatrzymać użytkownika choć na chwilę.
Dla marek beauty to wyraźny sygnał. Sama obecność w social mediach już nie wystarczy. Liczy się pomysł, dopasowanie do platformy i umiejętność opowiadania o produkcie w sposób, który wpisuje się w język współczesnych mediów.